Zamek w Ojcowie.

Zamek w Ojcowie.

Od wielu lat w polskich mediach przewija się temat ewentualnego powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego i konfliktach z tym związanych. Tymczasem poszerzenia swych granic najbardziej potrzebuje nie tyle park Białowieski, co Ojcowski. Jeżeli radykalnie nie zwiększymy (co najmniej dwu-trzykrotnie) powierzchni tego najmniejszego polskiego parku narodowego, za jakieś 20 lat rozrastająca się aglomeracja krakowska po prostu wchłonie i zurbanizuje wszystkie cenne przyrodniczo tereny, a krakowianie dosłownie uduszą się w smogu.

Ta katastroficzna wizja być może jest zbytnio przerysowana, ale z drugiej strony już teraz smog jest problemem, z którym Kraków sobie po prostu nie radzi. Aglomeracji krakowskiej po prostu potrzebny jest zielony bufor, który choć trochę będzie mógł zneutralizować negatywne skutki nadmiernego zanieczyszczenia powietrza. I o ile od strony zachodniej nie ma z tym problemu (liczne lasy Garbu Tenczyńskiego i Dolinek Krakowskich), to od strony północnej i północno-wschodniej mamy nienaturalnie niski stopień zalesienia terenu. Jedynym istotnym wyjątkiem są tu właśnie lasy Ojcowskiego Parku Narodowego i źródłowych fragmentów Dłubniańskiego Parku Krajobrazowego (rejon wsi Minoga). Poza tym – jedynie pola uprawne, które w błyskawicznym tempie są zamieniane na chaotyczną zabudowę mieszkalną, stanowiącą już teraz ogromną sypialnię dla Krakowa – i to w zasięgu nawet 20-30 km od północnych granic miasta.

Konieczny masowy program zalesień
Do czego doprowadził brak lasów w terenach leżących na północ od Krakowa, widać zwłaszcza jesienią, kiedy to smog na tych bądź co bądź terenach wiejskich jest większy, niż w samym Krakowie. I to mimo tego, że Kraków leży w wiślanej niecce, co sprzyja gromadzeniu się zanieczyszczeń. Obszary gmin Zielonki, Wielka Wieś, Michałowice i Skała są pod tym względem korzystniej położone na wyżynie, a mimo to unoszący się jesienią smród palonego plastiku, zmieszany ze spalinami z samochodów, jest tutaj większy niż w mieście. Paradoks? Niezupełnie. O ile bowiem większość mieszkańców Krakowa jest podłączona do miejskiej sieci ciepłowniczej, to w gminach Michałowice czy Zielonki nikt nawet nie udaje, że walczy z problemem palenia śmieciami w piecach czy nadmierną motoryzacją indywidualną.

Tereny między Krakowem a Ojcowem, Skałą i Słomnikami już kilka lat temu straciły swój wiejski charakter. Teraz jest to takie ni to miasto, ni to wieś. Dzika urbanizacja i chaotyczna zabudowa wszystkich dostępnych skrawków wolnego miejsca sprawiła, tereny te straciły już w zasadzie swój urok jako miejsca przejażdżek rowerowych czy wypoczynku. Jeśli dodamy do tego jedynie szczątkową komunikację publiczną i związany z tym fakt, że na tych terenach nie ma alternatywy dla samochodu, mamy paradoksalną sytuację, że natężenie ruchu samochodowego i związane z tym zanieczyszczenia są niewiele mniejsze, niż w mieście.

Częściowym rozwiązaniem tych problemów może być jedynie wdrożenie masowego programu zalesień na tym niemal zupełnie pozbawionym lasów obszarze „północnej korony Krakowa”. Instrumenty do tego są: można wykorzystać chociażby unijne fundusze, pozwalające na wypłatę świadczeń każdemu rolnikowi, który zdecyduje się zalesić swoje prywatne grunty. Ale uwaga: to co opłaca się rolnikom na terenie Warmii i Mazur czy Lubelszczyzny, niekoniecznie jest opłacalne u nas, w sąsiedztwie wielkiej aglomeracji, gdzie grunty są o wiele droższe. Właścicielowi działek rolnych w gminie Michałowice czy Igołomnia-Wawrzeńczyce o wiele bardziej opłaca się przekwalifikować ziemię na budowlaną i sprzedać działki deweloperom, którzy wybudują tu kolejne podkrakowskie osiedle-sypialnię, niż zalesić tereny i czerpać z tego tytułu środki z unijnych funduszy. Dlatego jeśli chcemy, by unijny program zalesień na tym obszarze był skuteczny, musimy zmienić podejście i zastosować odważniejsze systemy zachęt. W grę wchodzą takie rozwiązania, jak wykup terenów rolnych przez Lasy Państwowe, zalesienie tych skrawków ziemi, które wciąż pozostają we własności Skarbu Państwa, jak i napisanie od nowa programu unijnego. Środki, które rolnik na tym obszarze dostawałby za zalesianie swoich działek powinny być wyższe, niż standardowo, tak by mu się to po prostu opłacało bardziej, niż sprzedaż pod zabudowę mieszkalną. W jaki sposób to osiągnąć – czy poprzez wyciągnięcie większej dotacji z UE, czy przez uzupełnienie środków unijnych dotacjami krajowymi – to już kwestia do rozstrzygnięcia przez specjalistów.

Zamek Korzkiew

Zamek Korzkiew.

Powiększmy Ojcowski Park Narodowy, póki nie jest za późno
Brak lasów (a tym samym naturalnych stref wypoczynku) na północny-wchód od Krakowa powoduje, że obszar Ojcowskiego Parku Narodowego (OPN) urasta do rangi jedynego atrakcyjnego terenu rekreacji w okolicy. Alternatywą są jedynie położone dalej na zachód Dolinki Krakowskie, ale już nie Dłubniański Park Krajobrazowy czy tereny położone na wchód od niego. Efekt jest widoczny gołym okiem: w słoneczne weekendy Ojców i okolice przeobrażają się w gigantyczny parking, a natężenie turystyczne tego mikroskopijnego parku narodowego jest niewiele mniejsze, niż na Wawelu.

W tej sytuacji nasuwa się jedyny logiczny wniosek, że jeśli chcemy jakoś przeciwdziałać tej nadmiernej presji antropologicznej na OPN, to należałoby radykalnie zwiększyć granice tego parku. Po pierwsze, pozwoliłoby to choć trochę bardziej równomiernie rozlać ruch turystyczny na tym obszarze, a po drugie, umożliwiłoby ochronę tych skrawków w miarę naturalnego i niezabudowanego krajobrazu, który się jeszcze ostał w sąsiedztwie OPN.

Szczerze mówiąc, łatwo powiedzieć: poszerzmy granice parku, trudniej znaleźć takie tereny w sąsiedztwie OPN, które jeszcze nie zostały zabudowane i zdegradowane. Tym niemniej, na dzień dzisiejszy takie obszary jeszcze są. I można tu wyróżnić generalnie dwa kierunki możliwej ekspansji terytorialnej OPN: południowy w kierunku Korzkwi i Giebułtowa oraz północno-wschodni w stronę Minogi i źródliskowych obszarów Doliny Dłubni.

Zacznijmy od tego pierwszego. Jadąc rowerem z Ojcowa na południe można bez specjalistycznej wiedzy zauważyć, że obszar Parku kończy się zdecydowanie za wcześnie. Po minięciu tabliczki oznajmiającej, że opuściliśmy teren OPN krajobraz właściwie jeszcze przez 5 km się nie zmienia: nadal jedziemy dnem pięknej i w miarę naturalnej Doliny Prądnika, a po obu stronach rzeki możemy podziwiać lasy i ostańce skalne, które niczym się właściwie nie różnią od tych objętych ochroną parkową. I tak jest aż do Kwietniowych Dołów. Dlatego włączenie w granicę Parku terenów Doliny Prądnika od obecnej południowej granicy po Kwietniowe Doły należałoby uznać za plan minimum, do zrealizowania w pierwszej kolejności.

Nieco inaczej jest z obszarami między Kwietniowymi Dołami, Prądnikiem Korzkiewskim a Korzkwią. Tam tereny są już o wiele bardziej przekształcone przez człowieka, a krajobraz tej części Doliny Prądnika już nie ten, nie tak atrakcyjny jak poprzednio. Nie znajdziemy tu też jakichś szczególnie cennych przyrodniczo siedlisk – ot zwykły las bukowy. Tym niemniej, ze względu na stosunkowo dużą powierzchnię lasów na tym obszarze oraz naturalną atrakcję turystyczną, jaką jest zamek w Korzkwi, warto również ten obszar włączyć w granicę Parku i poddać te tereny stopniowej rekultywacji i dalszemu zalesieniu – z uwzględnieniem szerokich możliwości gospodarki rolnej.

Jest to ważne po to, by obszar wokół Korzkwi, wraz z istniejącymi tu dość ciekawymi wąwozami, mógł stanowić swoisty ekologiczny bufor, zatrzymujący presję antropogeniczną na tereny centralnej części OPN. Zamek w Korzkwi może i powinien stać się jednym z symboli OPN i południową bramą do Parku – tak jak północną bramą do OPN jest zamek w Pieskowej Skale. Chodzi o to, by nieco rozlać ruch turystyczny i by Park Ojcowski kojarzył się turystom z czymś więcej, niż tylko samym Ojcowem i Pieskową Skałą.

Oprócz tego warto Park rozszerzać w mniejszej skali o przyległe do niego pola uprawne, które następnie można by poddać stopniowemu naturalnemu zalesianiu. Mam na myśli głównie okolice Sąspowa i Smardzowic, gdzie poszerzanie granic Parku można uzyskać metodą wykupu lub dzierżawy prywatnych gruntów.

ojcowsko-dlubnianski-park-narodowy

Proponowany obszar powiększonego Parku Ojcowskiego.

Otwórzmy się na Dłubnię

Prawdziwą rewolucją byłoby jednak rozszerzenie granic Parku na wschód od Pieskowej Skały, tak by obszar OPN objął również źródliskowe tereny dzisiejszego Dłubniańskiego Parku Krajobrazowego. Dlaczego właśnie tam? Odpowiedź jest prozaiczna: bo to właściwie jedyna możliwość, by radykalnie zwiększyć powierzchnię mikroskopijnego dziś OPN przy najmniejszych nakładach na wykup prywatnych terenów rolniczych i najmniejszej kolizji z terenami zurbanizowanymi.

W bliskim sąsiedztwie Ojcowskiego Parku Narodowego, w rejonie wsi Minoga, znajdują się bowiem jedyne na tym terenie większe kompleksy leśne. Dziś są to lasy gospodarcze, które co prawda nie mają jakiejś większej wartości przyrodniczej, ale z drugiej strony same te lasy jak i sąsiednie pola i łąki mają cenne walory krajobrazowe. To ostatni moment, by je uchronić przed dziką zabudową i chaotyczną urbanizacją, która stała się zmorą większości terenów pobliskich gmin Zielonki, Michałowice czy Wielka Wieś.

Włączenie tych terenów w granice OPN jest ważne też ze względu na możliwość rzeczywistej ochrony źródliskowych terenów Doliny Dłubni. Nie oszukujmy się: Dłubniański Park Krajobrazowy, choć jest pewną zaporą dla dzikiej urbanizacji, nie chroni należycie unikalnych krajobrazów tej doliny. A Dolina Dłubni zasługuje na wzmożoną ochronę szczególnie, gdyż jest to ostatnia dolina na Jurze, najdalej na wschód położona spośród Dolinek Podkrakowskich. Zarazem jest to jedyny fragment Jury Krakowsko-Częstochowskiej, będący w zasięgu dwu-trzygodzinnej przejażdżki rowerowej dla mieszkańców Nowej Huty.

Po włączeniu wspomnianych terenów do OPN można by właściwie pomyśleć o przemianowaniu Ojcowskiego Parku Narodowego na Ojcowsko-Dłubniański. Ale kwestia nazewnictwa to już sprawa drugorzędna. O wiele ważniejsze byłoby to, że po zaproponowanych w tym artykule korektach granic, OPN przestałby być liliputem i zyskałby należne parkowi narodowemu rozmiary. A to z kolei zapewniłoby mu ochronę przed wzrastającą presją antropogeniczną ze strony rozrastającej się w niekontrolowany sposób aglomeracji krakowskiej, która wkrótce będzie sięgać aż po Korzkiew i Damice.

Autorem artykułu: Jakub Łoginow. Materiał powstał w ramach kampanii „Tak dla nowych parków w Krakowie” i pochodzi z Miesięcznika Kulturalno-Społecznego Kraków. Artykuł wyraża prywatne poglądy autora.

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , ,