Klasztor w Starym Sączu

Klasztor ss. klarysek. Foto: Wiktor Baron, Creative Commons

[…] chcę zabrać Was w podróż […] na Ziemię Sądecką. […] do krainy, gdzie się urodziłem, wychowałem i dorastałem. Posmakujemy wody mineralnej z jednego z krynickich źródeł. Dowiemy się, gdzie w Polsce mamy swojego odpowiednika brukselskiego „siusiającego chłopca”. Poczujemy klimat małego miasteczka galicyjskiego. Zobaczymy miejsce, gdzie odpoczywała św. Kinga podczas ucieczki przed najazdem tatarskim. Na koniec wreszcie zdobędziemy najwyższe szczyty sądeckich gór, aby tam móc podziwiać piękno tego regionu.



Dzień 5. W grodzie świętej Kingi.

Przekraczając most na Popradzie dotarłem do Starego Sącza (woj. małopolskie). Niespełna 8-tysięczne miasteczko zupełnie nie przypomina swojego dużo większego sąsiada. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie przytulnego i klimatycznego. Choć położone jest w południowej części Kotliny Sądeckiej, zdaje się przylegać do pierwszych pasm Beskidu Sądeckiego. Historia Starego Sącza zaczęła się w 1257 roku, w chwili, gdy tutejsze ziemie zostały przekazane w posiadanie księżnej Kindze.

Wieża klasztoru klarysek w Starym Sączu

Wieża klasztoru klarysek. Foto: Wiktor Baron, Creative Commons.

W 1280 roku księżna założyła w swoim grodzie klasztor ss. klarysek. Po śmierci małżonka Bolesława Wstydliwego sama wstąpiła w mury klasztoru. Uważana była za kobietę na owe czasy niezwykle roztropną i rozsądną. Chociaż nie dożyła lokacji Nowego Sącza w 1292 (zmarła 4 miesiące przed tym wydarzeniem) to uważa się, że miała aktywny udział w rozmowach z ówczesnym królem Wacławem II na temat budowy nowego grodu w sąsiedztwie. Święta Kinga jest bohaterką wielu legend. Kto z nas nie słyszał o powstaniu złóż soli w Wieliczce i Bochni? Znane są również przesłanki historyczne na temat tego, że w czasie najazdu tatarskiego już jako ksieni klasztoru klarysek przewodziła w ucieczce przed przeciwnikiem przez sądeckie góry. Jeszcze będzie mi dane zobaczyć podczas mojej sądeckiej podróży miejsce, w którym według legendy odpoczywała św. Kinga podczas ucieczki przez Tatarami.

Jednak nie od klasztoru, a od serca Starego Sącza zaczynam moje zwiedzanie.Stojąc na rynku rozglądam się dookoła i próbuję nie przewrócić się na kocich łbach pokrywających, jak za dawnych lat, płytę głównego placu miasta. Wokół widzę kamieniczki obok których nie da się przejść obojętnie. W większości są to parterowe domki, z dwuspadowymi dachami wystającymi nad chodnik świadczącymi o tym, że handel był niegdyś dominującym źródłem zarobków mieszkańców. Układ ulic jest szachownicowy, czyli z każdego rogu wychodzą po dwie ulice krzyżujące się pod katem prostym. Małomiasteczkowa zabudowa ma typowo galicyjski charakter. Uwagę najbardziej przykuwa „Dom na Dołkach”, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Regionalne. Sama kamienica wygląda piękne. Nazwę zaś wzięła od rzekomych dołów wykopanych pod budynkiem przez miejscowego grabarza. Wnętrze kryje w sobie wiele starodruków, eksponatów sztuki ludowej i pamiątek historii miasta.

Rynek w Starym Sączu

Rynek – panorama. Foto: Andrzej O, Creative Commons

Kościół św. Elżbiety w Starym Sączu

Kościół św. Elżbiety. Foto: Wiktor Baron, Creative Commons

Ruszam piękną aleją, która prowadzi mnie do kościoła św. Elżbiety. Wzmiankuje się, że w tym miejscu już w XIV wieku znajdowała się świątynia. Ta obecna pochodzi z XVIII wieku, wyposażona została w stylu barokowym. Wezwanie, pod jakim jest ten kościół, nie jest przypadkowe. Św. Elżbieta była ciotką św. Kingi, natomiast druga patronka kościoła – św. Małgorzata – rodzoną siostrą fundatorki klasztoru klarysek.
Spacerując uliczkami starosądeckiej starówki pozwalam sobie zgubić się w gąszczu zaułków i nieodkrytych alejek. Po chwili docieram do głównej atrakcji miasta – klasztoru ss. klarysek. Ufundowany w 1280 roku niemal bez przerw funkcjonuje i działa do dzisiaj. Wielokrotnie przebudowywany zachował swój barokowy charakter. Do klasztornych zabudowań należy także kościół. Za murami klasztoru kryją się również ogrody, które są prowadzone przez siostry zakonne. Przed wejściem na dziedziniec główny mijam drewnianą bramę, zwaną Bramą Szeklerską, która jest podarunkiem od narodu węgierskiego. Podarowana została z okazji kanonizacji św. Kingi w 1999 roku przez Jana Pawła II na pobliskich Błoniach. Po drodze mijam też monumentalną wieżę ze złoconymi zdobieniami samego szczytu konstrukcji. Zadzieram głowę wysoko do góry, próbując dostrzec każdy detal bogatej ornamentyki.
Kościół św. Trójcy i św. Klary w Starym Sączu

Wnętrze kościoła przy klasztorze. Foto: Skalee, Creative Commons.

Na środku placu uwagę zwraca nowoczesny ołtarz polowy, na którym są odprawiane Msze święte. Jednak to kościół św. Trójcy i św. Klary jest moim głównym celem. Z zewnątrz nie wyróżnia się on niczym nadzwyczajnym. Nie wybija się ani wielkością ani architekturą. Jednak wiem, że jego prawdziwe piękno tkwi w środku, dlatego też bez wahania przekraczam drzwi świątyni. Małe okna w kościele sprawiają, że wnętrze jest lekko przyciemnione. Światło jest mocno skoncentrowane na wybranych punktach w malowidłach naściennych i ołtarzach. Barokowe wnętrze jest pełne przepychu. Pierwsze wrażenie może spowodować przesyt u zwiedzającego. Na szczególną uwagę zasługuje barokowa ambona z 1671 roku wykonana z hebanu o fantazyjnych zdobieniach przedstawiających mityczne, biblijne drzewo Marii Panny, winną latorośl i liczne postaci królów judejskich. Bogactwo formy kryje liczne i nie do końca rozpoznane alegorie i znaczenia, które można dzisiaj jedynie kontemplować w zachwycie. Cennym obiektem jest także kaplica św. Kingi ze srebrną trumną zawierającą relikwie świętej. Wart uwagi jest również ołtarz główny i dwa stiukowe ołtarze boczne, zaprojektowane i wykonane w stylu barokowym przez Baltazara Fontany w latach 1696-1699.

Po opuszczeniu klasztoru udaję się w kolejne miejsca związane z postacią księżnej. Niedaleko, na zboczu wzgórza jest położona niewielka kapliczka św. Kingi z jej figurą we wnętrzu. Obok znajduje się źródełko świętej znane od kilkuset lat ze swej cudownej mocy. Istnieje wiele dziesiątków opisów uzdrowień za sprawą tej właśnie wody. Jednym z przykładów jest historia prof. Mariana Starczewskiego. Ten wybitny chemik, wykładowca na Politechnice Śląskiej i Warszawskiej, który pochodził ze Starego Sącza został wyleczony za pomocą cudownej wody z silnego ropnego zapalenia wyrostka robaczkowego. Ten cud został uznany przez Kongregację Watykańską za wystarczający w procesie kanonizacyjnym węgierskiej księżnej. Kosztuję wody z tego źródła położonego na trakcie św. Kingi i spoglądam na kolejny punkt mojej wycieczki, na ołtarz papieski.

Ołtarz Papieski w Starym Sączu

Ołtarz Papieski. Foto: Skalee, Creative Commons.

Na rozległych polach położonych u podnóża niewielkiego wzgórza, na którym ulokowano Stary Sącz, znajduje się pamiątka o wyjątkowym wydarzeniu. To tutaj 16 czerwca 1999 roku papież Jan Paweł II kanonizował księżną Kingę. Pamiętam, że był wtedy deszczowy dzień, mimo tego ponad pół miliona wiernych z Polski, Słowacji, Węgier i Rumunii brało udział w Mszy świętej. Wyobrażam sobie te tłumy ludzi, którzy przed 15 laty zebrały się tutaj. Pamiątką po tym zdarzeniu jest ołtarz papieski, specjalnie nierozebrany, aby nadal mógł służyć jako miejsce spotkań. Obiekt jest udostępniony do zwiedzania, więc wychodzę na górę ołtarza i podziwiam wielka przestrzeń jaka się przede mną otworzyła. Na wzniesieniu od razu przykuwają uwagę zabudowania klasztorne wraz z imponującą wieżą. Nad wszystkim górują zielone wzgórze zwane lokalnie Miejską Górą. To ona będzie następnym miejscem gdzie dotrę.

św. Kinga

Wizerunek św. Kingi na obrazie w klasztorze klarysek w Starym Sączu.

Zmierzając na Miejską Górę muszę opuścić Stare Miasto. Po drodze mijam dawny klasztor franciszkanów, którzy przebywali w Nowym Sączu od XIII do okresu zaborów. Dzisiaj chociaż w budynku mieści się Zespół Szkół Leśno-Mechanicznych, to z łatwością można dojrzeć półkolistą absydę dawnej kaplicy klasztornej. Spacer prowadzi mnie do niewielkiego osiedla o ciekawej nazwie – Poczekaj. Legenda mówi, że to tutaj czekała Marysieńka, żona króla Jana III Sobieskiego, na jego powrót z odsieczy wiedeńskiej. Rzekomo sam król posłał tutaj list z treścią: „Marysiu, poczekaj”. Po drodze spotykam mieszkańców miasta i pobliskich wsi. Przysłuchuję się ich mowie, która zdaje się mieć znamiona gwary sądeckiej. Wśród padających słów uwagę zwraca jedno: Bryjów. Jest to inna, nieoficjalna nazwa miasta, która ma swoją długą historię. Wiele legend wskazuje, że już przed wiekami Stary i Nowy Sącz się nie lubiły. Dzisiaj może ta antypatia nie jest na co dzień widoczna tak bardzo, jednak Bryjów może u niektórych starosądeczan wywołać grymas na twarzy. Nazwa ta wywodzi się od zupy ziemniaczanej zwanej bryją. Mieszkańcy Nowego Sącza śmiejąc się z biedniejszych sąsiadów jedzących takie „rarytasy” w ten sposób nieformalnie nazwali ich miasto. O historii większość już zapomniała, a dawne konflikty sąsiadujących ze sobą Sączów dzisiaj już nie mają miejsca, została tylko nazwa.

Wkraczam w boczną drogę, która pnie się w górę przez las. Tutaj zaczyna się Beskid Sądecki, a Miejska Góra jest jego pierwszym wyraźniejszym wzniesieniem. Docieram do polany nieopodal dawnej leśniczówki. Pejzaż malują promienie zachodzącego już słońca. Przede mną jak na dłoni widoczny jest cały Stary Sącz i wszystkie miejsca jakie dziś zobaczyłem. Dalej na szarym horyzoncie widzę Nowy Sącz, w którym spędziłem poprzednie dwa dni. Kierując wzrok na południe, ukazują mi się góry Beskidu Sądeckiego. Wędrówka szlakami po tych jeszcze nieodkrytych przez masową turystykę rejonach czeka na mnie już jutro!

Loading
Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,