Pałac w Kurozwękach

Pałac w KurozwękachWedług legendy nazwa miejscowości Kurozwęki, czyli Kur dźwięki wywodzi się od koguta, którego głośne pianie pozwoliło odnaleźć się drużynie książęcej, zagubionej podczas polowania w okolicznych puszczach. Wyglądający bardzo okazale pałac w Kurozwękach (województwo świętokrzyskie) był niegdyś średniowiecznym zamkiem rycerskim. Otoczony wspaniałym parkiem krajobrazowym obiekt przyciąga nie tylko swym wyglądem, ale i bogatą ofertą turystyczną.

W XIV wieku kasztelan krakowski Dobiesław, postawił w Kurozwękach niewielki drewniano-murowany zamek, który stał się siedzibą rodu Kurozwęckich. Był to jeden z pierwszych murowanych zamków rycerskich w Polsce. Kolejni właściciele (XVI w.), Lanckorońscy, dokonali gruntownej przebudowy obiektu. Wzniesiono budynek reprezentacyjno-mieszkalny oraz wieżę bramną, a następnie przekształcono zamek w wygodną rezydencję. Na bazie średniowiecznych murów powstały dwa skrzydła pałacowe, które otoczyły wewnętrzny dziedziniec.

Jeden z Lanckorońskich, Krzysztof był zagorzałym wyznawcą kalwinizmu. Przegonił on z należących do siebie wsi księży, a podległe im kościoły pozamieniał na protestanckie zbory (powróciły one do katolików po 1619 roku).

Później zamek stał się własnością Sołtyków (XVIII w.), którzy podjęli się kolejnej, poważnej przebudowy rezydencji. To wtedy pałac nabrał cech barokowo-klasycystycznych. Ciekawskich zainteresuje być może fakt, że w tym czasie (1787r.) w pałacu w Kurozwękach gościł król Stanisław August Poniatowski, który wracał znad Dniepru ze spotkania z carycą Katarzyną.

Na początku kolejnego wieku wokół pałacu utworzono park krajobrazowy z oranżerią i ptaszarnią. W roku 1833 córka Sołtyków, Emilia, wyszła za mąż za Pawła Popiela, konserwatora krakowskich zabytków. Nowy właściciel dokonał w pałacu szeregu poprawek, m.in. z otwartych krużganków uczynił przeszklone korytarze. Ostatnim przedwojennym właścicielem zamku był Stanisław Popiel, który prowadził w Kurozwękach stadninę koni arabskich. Kurozwęckie stajnie były sławne nie tylko w całej Polsce, ale także poza jej granicami. To z nich pochodziła słynna Kasztanka, ukochana klacz Józefa Piłsudskiego.

Popielowie mieszkali w pałacu do 1944 roku. Następnie wyemigrowali za granicę, a obiekt stał się własnością państwa. W murach obiektu urządzono mieszkania i biura, później siedzibę ZUSu. Jakiś czas później rozpoczęto prace mające zaadaptować pałac na potrzeby szpitala psychiatrycznego, nie zostały one jednak ukończone. Dotychczasowi użytkownicy opuścili zamek i tak zaczął się powolny upadek tej wspaniałej rezydencji. Wydawało się, że dla pałacu w Kurozwękach nie ma już nadziei, ale jednak cuda się zdarzają. W roku 1991 pałac zyskał nowego opiekuna, księdza Marcina Popiela, potomka przedwojennych właścicieli. Kilka lat później jego bratanek (lub kuzyn, jak podają niektóre źródła), Jean-Martin Popiel, rozpoczął odbudowę obiektu. Prace trwają nadal, ale duża część wnętrz oraz fasady odzyskała już dawny blask.

Obecnie w wnętrzach pałacu w Kurozwękach znajduje się restauracja, a w oranżerii – pokoje gościnne. Obiekt oferuje mnóstwo atrakcji – paintball, przejażdżki bryczkami, jazdę konną.. W pobliżu zamku znajduje się również mini-zoo, którego atrakcją są najprawdziwsze amerykańskie bizony, a w pałacowej restauracji można skosztować niecodziennych potraw z tych zwierząt.

W średniowiecznych podziemiach kryją się m.in. narzędzia tortur. Od pierwszego wejrzenia pokochałam dziedziniec z krużgankami, obejrzałam wspaniałą salę balową oraz piękne XVIII-wieczne polichromie w zamkowej kaplicy. Swoim zwyczajem podjęłam też próbę obejścia pałacu dookoła, tym razem jednak w poszukiwaniu dowodów średniowiecznego pochodzenia tej budowli. Boczna i tylna elewacja pałacu nie są wprawdzie jeszcze odnowione, ale obronne wzmocnienia są tu doskonale widoczne. Pomimo „kraciastej” pogody spędziłam w Kurozwękach wspaniały dzień, czego i Wam serdecznie życzę.

Grażyna Kubiak

Optymistka. Zdeklarowany zwiedzacz (nie tylko) zamkowy. Uwielbia czekoladę i Bon Jovi. Wpada w zachwyt na widok kolorowych, jesiennych drzew. I paru innych rzeczy...