Pierwsza próba przeprowadzenia wywiadu zakończyła się niepowodzeniem. Pożar w siedzibie Krakowskiego Biura Festiwalowego nie pozwolił na rozmowę. Kilka dni później spotkanie doszło jednak do skutku.

Jakub Cieśla: Skoro ogień nie pozwolił nam rozpocząć poprzedniej rozmowy, zacznijmy w takim razie od niego. Czy możemy się spodziewać ognia na Festiwalu Sacrum Profanum?

Barbara Orzechowska: (śmiech) Z pewnością. Tegoroczna edycja to jubileusz Festiwalu, który już od dziesięciu lat prezentuje to, co w najnowszej muzyce najciekawsze. Przez ostatnich kilka lat Festiwal miał profil narodowościowy – ukazywał jak w soczewce najciekawsze zjawiska i dorobek twórców związanych kolejno z Wiedniem, Rosją, Niemcami, krajami nordyckimi, a w końcu Stanami Zjednoczonymi. Jubileuszowa, 10. edycja Sacrum Profanum została poświęcona w całości muzyce polskiej. Czeka nas sześć koncertów monograficznych prezentujących sylwetki znakomitych polskich kompozytorów młodego i średniego pokolenia, a są to Paweł Mykietyn, Cezary Duchnowski, Agata Zubel, Marcin Stańczyk, Sławek Kupczak i Alek Nowak. Dodajmy do tego wykonawstwo najwyższej próby – najlepsze zespoły specjalizujące się w wykonywaniu muzyki współczesnej. Nie zabraknie ukłonu w stronę twórców już uznanych, którzy znaleźli swoje miejsce w historii muzyki. To im poświęcony jest finałowy koncert „Polish Icons”, podczas którego dojdzie do niezwykłych odczytań muzyki Krzysztofa Pendereckiego, Witolda Lutosławskiego, Henryka Mikołaja Góreckiego i Wojciecha Kilara w wykonaniu wrocławskiego duetu Skalpel oraz zaproszonych przyjaciół z kultowej londyńskiej wytwórni Ninja Tune – wystąpi DJ Food, Grasscut, DJ Vadim i King Cannibal. Dodajmy do tego Kronos Quartet i będziemy mieć przedsmak kapitalnego koncertu finałowego tegorocznego festiwalu.

JC: Prezentowana będzie muzyka w jakimś sensie niszowa. W takim razie jak pogodzić sukces artystyczny z komercyjnym?

BO: Myślę, że większość promotorów głowi się nad przełożeniem wysokiej jakości artystycznej na dużą frekwencję. Z pewnością jest to trudne, ale od wielu lat z powodzeniem udaje nam się zainteresować naszymi pomysłami nową publiczność i rozszerzać zasięg oddziaływania Festiwalu. Propagujemy muzykę najnowszą, niełatwą w odbiorze, próbujemy oswajać publiczność z muzyką współczesną, która wymaga pewnego wyrobienia od słuchacza. Cieszymy się, że z roku na rok jest coraz więcej ludzi zainteresowanych nowymi brzmieniami, którzy są skłonni podjąć niezwykłą przygodę spotkania z twórczością kompozytorów współczesnych. Szczególnie interesują nas projekty, które łączą zdobycze sceny alternatywnej i ambitnej sceny rozrywkowej ze współczesną klasyką.

JC: Dużo się mówiło w ostatnim czasie o tym, że Kraków nie inwestuje wystarczająco w kulturę. Pod znakiem zapytania stały wydarzenia realizowane przez Biuro. Zaproszenie na Sacrum Profanum tak dużej gwiazdy jaką jest Sigur Rós zdaje się temu przeczyć.

BO: Nie funkcjonujemy w próżni – wszystkich dotykają problemy budżetowe. Krakowskie Biuro Festiwalowe udowodniło, że jest świetnym producentem wielkich wydarzeń realizowanych z rozmachem na najwyższym poziomie artystycznym, produkcyjnym i promocyjnym. Ugruntowaliśmy naszą pozycję jako promotora najciekawszych wydarzeń w Polsce. Z pewnością nasza działalność wpłynęła dodatnio na postrzeganie Krakowa zagranicą. Sukces mierzymy siłą marek naszych festiwali, które cyklicznie realizujemy – to są nasze karty przetargowe w negocjacjach z wielkimi gwiazdami sceny rozrywkowej. Artyści chcą u nas wystąpić i chcą do Krakowa wracać – naszymi stałymi gośćmi i przyjaciółmi są zespoły goszczące na Sacrum Profanum: Ensemble Modern, Klangforum Wien, a od zeszłego roku Alarm Will Sound i Bang on a Can-All Stars. Podczas dwóch edycji wystąpił w Krakowie Aphex Twin, który wybiera wyłącznie projekty, które go szczególnie zainteresują, i nie chodzi tu bynajmniej o warunki finansowe. Wraca do nas Jónsi Birgisson, który tym razem wystąpi wraz z zespołem Sigur Rós oraz przyjaciółmi z Islandii, którzy dwa lata temu gościli na Sacrum Profanum z zespołem Múm.

JC: W tym roku tematem jest muzyka polska. Czy zaproszeni artyści zagraniczni znają naszą muzykę, jest to dla nich jakaś marka?

BO: Oczywiście. Muzyka polska ma swoją renomę w świecie. Najprościej byłoby postawić na nazwiska już rozpoznawalne, jednak chcieliśmy doprowadzić do nowych spotkań. W tym roku po raz trzeci współpracują ze sobą Paweł Mykietyn i Ensemble Modern czy Agata Zubel i Klangforum Wien. Dyrektor artystyczny Filip Berkowicz zainicjował kilka nowych kooperacji artystycznych – Cezarego Duchnowskiego z Ensemble musiFabrik, Alka Nowaka z Alarm Will Sound czy Sławka Kupczaka z Cikada Ensemble. Mamy nadzieję, że koncerty w Krakowie będą początkiem nowych projektów artystycznych. Z pewnością jest to znakomita promocja twórczości polskich kompozytorów, umożliwiająca im szersze zaistnienie w Europie i na świecie.

JC: Festiwal jest ewenementem na skalę europejską i światową. Łączy elementy muzyki awangardowej z tą bardziej popularną. Polacy mają zapotrzebowanie na taką mieszankę?

BO: Z roku na rok jest coraz więcej ludzi, którzy są zainteresowani nowymi brzmieniami. Obserwujemy jak zmienia się festiwalowa publiczność, jak przeciągamy na stronę „klasyczną” odbiorców naszych wydarzeń o profilu bardziej rozrywkowym. Nasz Festiwal, pełen prawykonań polskich i światowych, spełnia misję edukacyjną. Zwiększa się świadomość odbiorców, ich osłuchanie. Publiczność staje się coraz bardziej świadoma, łaknąca ambitnej rozrywki, nie zadowala się łatwostrawną papką, szuka czegoś wyjątkowego i unikatowego.

JC: Polska, jeśli chodzi o muzykę alternatywną, ale jednak bardzo popularną dogoniła Europę w kwestii organizacji koncertów. Wielkie zespoły rzadko pomijają nasz kraj w swoich trasach koncertowych, a duże festiwale zdobywają ważne nagrody. Gdzie jesteśmy jeśli chodzi o imprezy niszowe?

BO: Nie powiedziałabym żeby Festiwal Sacrum Profanum był imprezą niszową. Dzięki starannie dobranemu repertuarowi, świetnym wykonawcom, udziałowi gwiazd, inicjowaniu pewnych spotkań, jak np. podczas amerykańskiej edycji Sacrum w 2011 roku Jonny Greenwood przyjechał z repertuarem Steve’a Reicha, czy w tym roku – Kronos Quartet spotka się na jednej scenie z Sigur Rós, Sacrum Profanum staje się areną niezwykłych wydarzeń, wartych odnotowania w skali wykraczającej poza granice naszego kraju. Mamy się czym pochwalić, dowodzi tego również obecność duetu Skalpel, który po kilku latach zawieszenia działalności reaktywuje się właśnie podczas Sacrum Profanum, w nietypowym repertuarze. Filip Berkowicz zaproponował by grupa wzięła na warsztat utwory czterech wybitnych polskich kompozytorów: Pendereckiego, Lutosławskiego, Góreckiego i Kilara. To był pretekst, aby drogi artystyczne członków duetu Skalpel ponownie się przecięły.

JC: Eksperymentowanie to nie tylko sfera samej muzyki, ale też jej prezentowania. W tym roku na głównej scenie Open’era wystąpił Krzysztof Penderecki, co było chyba pierwszym takim przypadkiem na świecie. Miejsce i sposób prezentowania muzyki mogą być ważniejsze od niej samej?

Najważniejsza jest muzyka – na wspomnianym koncercie Krzysztof Penderecki poprowadził tyską orkiestrę Aukso, która reprezentuje najwyższy poziom. Z pewnością jednak atrakcyjność wizualna koncertów – multimedia, oprawa świetlna, a także atrakcyjność miejsc, w których odbywa się impreza, znacząco wpływają na odbiór widzów. Od samego początku zwracamy dużą uwagę na stronę wizualną koncertów. Krakowski duet VJ’ów – Temporary Space Design przygotowuje oprawę multimedialną do większości naszych wydarzeń. Drugim ważnym elementem są wnętrza koncertowe. Na przestrzeni lat koncerty Sacrum Profanum odbywały się w kilku miejscach – w Fabryce Oscara Schindlera, czy zabytkowej zajezdni tramwajowej Muzeum Inżynierii Miejskiej. W tym roku pierwsze sześć koncertów ulokowaliśmy w budynku dawnych warsztatów szkolnych, obecnie Teatrze Łaźnia Nowa w Nowej Hucie – miejscu kipiącym energią, centrum artystycznych inicjatyw, miejscu przyciągającym społeczność lokalną dzielnicy. Koncerty finałowe Festiwalu z udziałem kilkutysięcznej publiczności już tradycyjnie odbędą się w hali ocynowni nowohuckiego kombinatu.

JC: Istnieje jakaś granica, której nie powinno się przekraczać jeśli chodzi o miejsca prezentowania muzyki klasycznej?

BO: Najważniejszy jest poziom artystyczny. Chcemy pozbawić muzykę filharmonicznej patyny. Wprowadziliśmy się do miejsc niekojarzących się na co dzień, choćby ze względu na warunki akustyczne, z prezentacją muzyki. Wyszło to nam na dobre. Dzięki temu wpisujemy się w oczekiwania młodszej publiczności, bez uszczerbku dla samych koncertów. Przestrzenie, w które wchodzimy są dostosowywane do wyśrubowanych wymogów artystów m.in. w kwestii nagłośnienia.

Wspomniana hala ocynowni wydaje się być idealnym miejscem na taki „eksperyment”.

Warto wspomnieć, że hala ocynowni, udostępniana Festiwalowi przez ArcellorMittal S.A. znajduje się na terenie funkcjonującego kombinatu i na co dzień jest dostępna wyłącznie dla pracowników. Na terenie kombinatu obowiązują surowe normy bezpieczeństwa, które, jako organizatorzy Festiwalu, musimy spełnić. Jest to pewnego rodzaju wabik dla publiczności, która ma niecodzienną okazję by wjechać na teren kombinatu. Hala ocynowni towarzyszy Sacrum Profanum od samego początku. Można przewrotnie nazwać ją królową sal krakowskich – w tym momencie to największa sala koncertowa Krakowa.

JC: W tamtym roku Jonny Greewwood wypowiadał się bardzo pozytywnie o tym miejscu. Dwa lata temu, będąc na występie Jónsiego byłem zachwycony. Nigdy nie słyszałem tak dobrze brzmiącego koncertu. Jak artyści, którzy występowali w tym miejscu wypowiadali się na ten temat?

BO: Pierwsza wizyta w hali ocynowni to zawsze wielkie przeżycie. Przejazd przez Nową Hutę, jej reprezentacyjną część aż po zabytkową bramę, wjazd na teren kombinatu pod czujnym okiem strażników – na każdym robi duże wrażenie. Na początku jest zaskoczenie i niedowierzanie. Niekiedy obawy o warunki akustyczne w „Old Lenin Factory”, jak tłumaczymy artystom, a dziś Hucie im. Tadeusza Sendzimira. Nikt nie spodziewa się takiego… wnętrza koncertowego. Droga przez kombinat, mijanie wielkich hal produkcyjnych, kolejek wiozących stal. Napięcie rośnie. Potem są już tylko szeroko otwarte oczy – ukazuje się bowiem świetna przestrzeń, imponujące rozwiązania techniczne, konstrukcje sceniczne, trybuny, oświetlenie, nagłośnienie, a więc cała technika, która każdorazowo wjeżdża tam kilkunastoma tirami. Udaje się nam również w hali wyczarować świetny, selektywny dźwięk. Artyści lubią tam przebywać.

JC: Ma Pani na myśli jakiś konkretny przykład?

BO: Podczas edycji niemieckiej do Krakowa przyjechał zespół Kraftwerk. Warto wspomnieć, że o przyjęciu oferty zagrania trzech koncertów w Krakowie ostatecznie zadecydowało miejsce koncertów – hala ocynowni. Znane są fascynacje członków grupy tzw. kulturą industrialną. Zorganizowaliśmy im wtedy tour po terenie kombinatu. Nie chcieli w ogóle wracać do hotelu. W hali ocynowni spędzili niemal trzy dni.

JC: To też miejsce ważne dla historii Polski. Zbudowana była w czasach niekoniecznie dla naszego kraju najlepszych. Bezpośredni kontakt artystów z takim otoczeniem budzi w nich świadomość historyczną, chcą zagłębić się w naszą historię?

Bez wątpienia jest to teren naznaczony historią. Nowa Huta to miasto w mieście, którego reprezentacyjne centrum, wybudowane tuż po wojnie, jest wpisane do rejestru zabytków Krakowa. To również coraz modniejsze miejsce na mapie kulturalnej Krakowa, gdzie wiele się dzieje, m.in. dzięki działalności środowiska związanego z Łaźnią Nową. Cieszymy się, że nasze działania wzmacniają wizerunek Nowej Huty jako dzielnicy, w której buzuje kulturalnie i koniecznie trzeba ją odwiedzić.

JC: Mam nadzieję, że i w tym roku tak będzie. Dziękuję za rozmowę.

Z Barbarą Orzechowską – Koordynatorem Festiwalu Sacrum Profanum, Krakowskie Biuro Festiwalowe rozmawiał Jakub Cieśla. Rozmowa ukazała się na stronach dwutygodnika Detalks. Pismo zostało stworzone przez grupę studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego i w zamierzeniu twórców ma być antidotum na trywialne wywiady. Ich pismo prezentuje rozmowy z ludźmi, których poglądy i historie nie zawsze bywają poprawne. Ale zawsze ciekawią.

 

Tags: , , , ,